www.deltaro.net

Maroko

Na początku października, z racji w sumie niespodziewanej - sporej ilości wolnego czasu, zaczęła się rysować możliwość nowego wyjazdu. Po przemyśleniu ewentualnych celów - z powodu zaawansowanej jesieni i chęci zakosztowania słońca przed nadchodzącą zimą - wybór padał na cieplejszą strefę - Maroko. Trasa, w przeciwieństwie do wyprawy wcześniejszej, była raczej luźna, choć zawierała w sobie także pewien sztywny element - słynne z filmu miasto Casablanca . Po rozmowie z Młodym, który wyraził gotowość udziału, zacząłem przygotowania. Samochód wymagał dosyć konkretnego przeglądu, więc sprawę doboru uczestników pozostawiłem Młodemu, ograniczając się do zamieszczenia ogłoszeń w internetowych portalach turystycznych. Poprzednia wyprawa wniosła wiele doświadczenia w opanowaniu pewnych praktyk (jak np. podział prac przy rozbijaniu obozu czy przyrządzaniu posiłku etc.) oraz w poznaniu nas samych podczas takich dłuższych wypadów. Sadzę, że nie należy z góry zakładać jakieś atmosfery. To może prowadzić do nieporozumień. Klimat wyprawy tworzy się swoim rytmem i należy go zaakceptować, gdyż każdy człowiek jest inny. Tylko wykazanie minimum dobrej woli pozwoli na stworzenie przyjaznej atmosfery.


Pierwsza odezwała się Aneta z Warszawy, będąca na piątym roku studiów w szkole filmowej - ma znajomego w Casablance i bardzo chce go odwiedzić. Kolejną osobą pośród wielu teoretycznie chętnych była Beata - studentka geografii ze Szczecina. W czasie, kiedy zdobywaliśmy Nordkapp, ona wraz z koleżanką podróżowały koleją oraz autobusami po Mongolii i Chinach oraz (troszkę nielegalnie) po Tybecie. Teraz jednak czas pozwolił na wspólną realizację podróży i w tym też składzie postanowiliśmy wyruszyć na kolejną wyprawę. Jedna z najważniejszych formalności, które przede wszystkim trzeba załatwić przed wyruszeniem w podróż, to zdobycie wizy marokańskiej. Do tego są wymagane rezerwacje hotelu bądź dowód wycieczki zorganizowanej. My rezerwujemy hotel w Casablance za pośrednictwem biura podróży, a w momencie uzyskaniu wizy (po dwóch dniach) rezygnujemy, naturalnie, z rezerwacji. Przy przekraczaniu granicy marokańskiej jest wymagana jedynie wbita w paszport wiza.

Co do jedzenia - u nas jest jednak najtaniej w stosunku do zachodu Europy i tutaj też kupujemy większość produktów: makarony, kasze, przeróżne konserwy oraz masa przypraw, pozwalające na zachowanie kilkutygodniowego apetytu na potrawy o bardzo zbliżonym składzie. Po wcześniejszych, ciężkich przejściach, z przymusu zabieramy trzykilogramową butlę gazową oraz dwa palniki. Przestrzeń bagażową samochodu wzbogacam o dwie duże, szczelne, aluminiowe skrzynie, umiejscowione na dachu. Cała impreza zaczyna się 21 października 2002 r. od wyjazdu w kierunku warszawskiego Ursynowa, po Anetę. Po drodze pakuję Młodego z manelami, który - jak zwykle - dogrywa jeszcze jakieś sprawy po drodze. Beata czeka na nas na dworcu kolejowym w Poznaniu. Żadnego z nas nie widziała wcześniej na oczy wyrusza do Afryki z trójką nieznajomych ludzi - to dopiero kobieta! Grupa szybko się aklimatyzuje. Jest koniec października, więc temperatury raczej nieciekawe i gdyby nie ciepłe śpiwory - byłoby krucho.
 

"Podróżuje się nie po to , aby dotrzeć do celu, ale po to , żeby być w podróży"  Goethe

 Powered by: www.CDX.pl