www.deltaro.net

Maroko - przez Europę

Kierujemy się jak najszybciej na Zachód. Przyjęliśmy z grubsza następującą trasę: podróż północno-zachodnim wybrzeżem Europy, powrót natomiast przeciwległym, południowym jej krańcem. Pierwsze większe miasto to stolica niemiec, do której przyjeżdżamy póznym popołudniem.Berlin robi na nas bardzo dobre wrażenie.Wjeżdżamy na wieżę telewizyjną na Alexanderplatz i naocznie możemy sie przekonać że nasza Warszawa to niemal łupinka w porównaniu z tą metropolią ,której rozświetlone o tej porze granice zdają się rozciągać w nieskończoność.Udaje nam sie odnalezc wśród ulic pozostanwionego na jednej z nich uaz-a. Zartuje,ze w obecnej sytuacji bardzo cięzko było by znieść fakt ingerencji jakiegoś podejżanego osobnika w nasze bagaże, z powodu naszej fizycznej niemozliwosci szybkiego dotarcia na miejsce ale nic takiego nie następuje.

 


Zwiedzamy miasto do póznych godzin wieczornych,kierując sie na berliński dworzec zoo,znany minn. z książki `My dzieci z dworca ZOO`, która swojego czasu bardzo głęboko zapadła mi w pamięć.Sam dworzec z pewnością fizycznie dosyć się zmienił od czasów opisanych w książce ale z pewnością niewiele zmieniła się atmosfera tego miejsca, którą daje się odczuć nawet ludziom nieczytającym nigdy wspomnianej lektury. Dziwne spojrzenia niektórych `przechodniów`, młodzi ludzie o dośc infantylnym i `ugrzecznionym` wyglądzie stojący pod podporami stacyjnych stropów oraz dziwne zbiegi okoliczności napotykania co jakiś czas tych samych ludzi ,chodzących `jakby` bez celu to wszystko składa sie na dosyć nieciekawy obraz tego miejsca choć w porównaniu z ksiązkowym opisem z lat 70-tych,trudno jest obecnie odnalezc bardziej drastyczne obrazy o które nietrudno choćby np.na naszym dworcu centralnym.

 

       

Na odchodne robimy sobie zdjęcia pod stacyjną tablicą z nazwą i ruszamy w droge powrotną.I tutaj pierwszy raz spotykamy sie z prawdziwym znaczeniam słowa `ścieżka dla rowerów`.Jezeli biedny przechodniu nie zauwarzysz w porę nadjeżdżających dwóch kółek może być niedobrze choć prawdziwy `rowerowy horror` można przeżyć w Amsterdamie. Mijamy oszklone studio telewizyjne,gdzie prowadzona jest jakaś debata przed kamerami. Obok elegancko ubrana `niewidoczna dla telewidzów` publiczność przysłuchująca sie rozmowom degustując barowe drinki a na chodniku my, przechodnie za szybą ,jedyną przegrodą dzielącą nas od pleców prowadzącego na żywo program faceta. Warto przyjechać do Berlina na kilka dni i pooglądać tutejsze zabytki ,których jest mnóstwo na co niestety teraz nie mieliśmy czasu. Przez resztę Niemiec przejeżdżamy dość szybko prowadzeni doskonałymi autostradami i obieramy kierunek na kraj wiatraków,wyzwolenia seksualnego oraz lekkich narkotyków,Holandię. W celu lepszego poznania kraju jedziemy bocznymi drogami i tak dojeżdżamy do Amsterdamu. Pogoda trochę sie popsuła jest ciepło lecz pada niewielki deszczyk co zmusza nas przed wypuszczeniem sie na zwiedzanie miasta,do zaopatrzenia sie w rzeczy chroniące przed deszczem. Parkuje uaz-a w jednej z wąskich uliczek zagubionej pomiędzy kanałami i udajemy sie na rekonesans.

 

Miasto zawiera w sobie moc różnych klimatów i każdy znajdzie tu to czego szuka. Piękne romantyczne kanały z platanami o złoto-czerwonych liściach, cumujące przy nabrzeżach barki,często stare i zdawało by się opuszczone a posiadające swoje odrębne życie,chlupot wody obmywającej ich burty oraz specyficzny zapach wodnego miasta (z tych bardzo poytywnych zapachów) oraz wszech obecne stylowe,nawet staroświecko wyglądające lecz bardzo praktyczne rowery ,składają sie na specyficzny urok tego miasta.

 

Z drugiej strony na jego ulicach można np.spotkać podstarzałego osobnika na którego strój składają się jedynie skąpe,plażowe slipki wykonane z czarnej skóry oraz srebrne, dosyć masywne `bransolety` zawieszone na łydkach ,tudzież na szyi, podrygujące w rytm króków tegoż,idącego boso,główną ulicą przechodnia. Tam coś takiego nikogo nie dziwi. Ciekawą rzeczą są stare domy,stojące nad kanałami,których frontowe ściany mają pewien procent ujemnego odchylenia od pionu a więc ma się wrażenie ,że dom przechyla się i za chwilę runie na Ciebie i tylko jakies niezrozumiałe prawa trzymają go cały czas w kupie. Inna sprawa ,że nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu,że z jednej z licznych tutaj tawern, wyjdzie zaraz John Silver,kuternoga i chrapliwym głosem,zataczając się od nadmiaru grogu,wykrzyknie:`Chłopcze...!Gdzie schowałeś mapę?!`

 

Rower to z pewnością podstawowy srodek transportu w Amaterdamie. Jeżdżą na nim wszyscy. Począwszy od kilkuletnich smyków a skończywszy na babuleńkach,które wbrew pozorom w niczym nie ustępują na drodze tym pierwszym. Poważni panowie w garniturach czy panie w eleganckich kreacjach, rower jest tam po prostu nie zastąpiony.I przyznam się,że byliśmy mile zdumieni (ja i Młody) ile wdzięku zawiera w sobie podczas jazdy,normalnie ubrana ( tzn. nie sportowo)młoda dziewczyna jadąca,szybko i zdecydowanie na takim stylowym rowerze. Trudno nam było sobie wyobrazić młodą warszawiankę, wracającą z zajęć, w długiej spódnicy, z rozwianymi włosami,biorącą pewnie kolejne zakręty. Chociaż kto wie...? Do pracy także głównie dojeżdża sie rowerami a w związku z tym są stworzone specjalne parkingi a widok tysiąca rowerów w jednym miejscu,ustawionych w równych rzędach,także robi ciekawe wrażenie. Zaglądamy także do amsterdamskiego muzeum sexu. Prezentacja sexu w mniej lub bardziej wulgarny sposób w połączeniu z historią oraz rozwojem domów uciech cielesnych w Holandii.

 

 
     

 

Wychodzimy raczej z mieszanymi uczuciami. Zachodzimy tez na targ, gdzie można kupić naturalnie...tulipany. Będąc tutaj nie można przepuścić takiej okazji i kupujemy różne ich cebulki(ja chyba najwięcej-dla mamy ,która uwielbia kwiaty).Trzeba je będzie wieść do polski przez afryke ale może wytrzymają tamtejsze upały?(I jak się okazało wytrzymały-dokładnie wszystkie). Miasto nocą (po 23...) to przede wszystkim pora `cielesnych rozwiązłości`,którą najlepiej zauważyć w dzielnicy tzw.`czerwonych latarni`. Skąd nazwa? Otóż po wspomnianej godzinie na pewnym wybranym obszarze miasta, zaczynają się zapalać jaskrawo czerwone neony, nad drzwiami.

 

Drzwi to właściwie sama szyba ,o wymiarach drzwi balkonowych z uchwytem.Za szybą przedstawicielka płci pięknej, siedząca,tańcząca w rytm dla niej tylko słyszanej muzyki, paląca przeciągle cygara, oparta ,schylona etc. Dowolność prezentowanych póz dorównuje dowolności ras oraz wieku kobiet, co kto lubi. Od Europejek, poprzez nacje indochińskie, japońskie, afrykańskie...Najczęściej panie występują w maksymalnie skąpych strojach bikini, tudzież występuje pewna stylizacja lisim ogonkiem lub posuwistym szlafroczkiem...Oczywiście jest w użyciu cała galeria gestów i mimik, które pomogły by zwabić przechodzących .Mruganie oczkiem to naprawdę niewinna igraszka...w tle przytulny pokoik z łóżeczkiem oraz zasłonką, która szczelnie zakrywa to co się dzieje za szklanymi drzwiami po wejściu klienta. Wiek trudniących się tym zajęciem kobiet jest także bardzo różny. Od naprawdę bardzo młodych do już mocno leciwych pań. Dowiadujemy sie od jednej z dziewczyn, że wizyta w takim pokoju wynosi 50 euro a Młody retorycznie stwierdza, ze pewnie można by trochę wynegocjować, rezygnując z `pewnych rzeczy`...

 

Próbujemy zrobić zdjęcia ale teren jest dobrze obstawiony przez Turków, dzierżących cały ten proceder w ręku i którzy głośno ostrzegają o próbach jakiegokolwiek uwieczniania tego miejsca ale Anecie udaje się zrobić jedno ujęcie stojąc vis a vis ze szklanymi drzwiami. Wieczór robi na nas nieco przygnębiające wrażenie z racji zetknięcia się tam już z dosłownym czystm handlem ludzkim ciałem,które jest tu juz tylko towarem niczym innym.Z drugiej strony ,tak samo dzieje sie u nas.Tyle,że wiele osób udaje,że tego nie widzi albo raczej nie chce zobaczyć.Udaje oburzenie ,nie chce zakceptować a tym samym przyznac sie od tego,ze nie ma za bardzo ochoty zeby coś z tym zrobić a często,że widziała by takie `czerwone latarnie` u siebie w Pacanowie....A jezeli chodzi o warunki,jest chyba zdecydowanie gorzej.Póznym wieczorem wyjezdzamy z Amsterdamu i obieramy kierunek na stolicę Unii,Bruksele. Nastepnie podczas obiadu degustowanego w skutek opadów na pokładzie Uaza, zaczyna mi świtac myśl, że skoro jesteśmy już tutaj dobrze było by wstąpić do Londynu. Pomysł zyskuje ogólną akceptację. Po objedzie, spotkanego na ulicy człowieka pytam o ceny biletów na prom. Ten, zaprasza mnie do swojego biura i w internecie w kilka chwil znajdujemy wszystkie potrzebne informacje. Decydujemy się na tanszą przeprawę promem. Zaczyna jednak coraz mocniej wiać a następnego dnia poruszanie się w odkrytym terenie sprawia spore problemy. Jednak nasz prom po dłuszym oczekiwaniu wypływa - jak sie potem okazało , wstrzymano żeglugę w kanale na dwa dni. Powitani huraganowym wiatrem który nie pozwalał na samodzielne stanie na pokładzie, wyruszamy na podbój Albionu.

następna strona >

 

"Podróżuje się nie po to , aby dotrzeć do celu, ale po to , żeby być w podróży"  Goethe

 Powered by: www.CDX.pl